Mam to szczęście, że pracuję.
Hmm... Zastanawiałam się nad edycją tego zdania, że brzmi jakoś śmiesznie, nawinie, ale nie. Cieszę się, że mam pracę. Nie jest ona szczytem moich marzeń, nie spełnia moich wrodzonych zdolności, ale dzięki niej poznałam ludzi i mam z czego się utrzymywać.
Zacznę jeszcze raz, bo przez pisanie strasznie łatwo przychodzi mi odchodzenie od tematu, który chcę poruszyć.
Pracuję w galerii handlowej. Od poniedziałku do piątku godz. 15 jest raczej spokojnie. Owszem, codziennie ludzie przychodzą, coś tam kupują albo po prostu tracą tu swój czas. Bo jak nazwać łażenie z rodziną, kiedy dziecko płacze, bo ma dość, a matka kupuje bułkę, żeby to dziecko czymś zatkać. Nie rozumiem tego ciągania dzieci w każde miejsce. Jakoś my nie chcemy chodzić w każdy kąt razem z dziećmi - nie taplamy się w kałuży, nie zakopujemy nóg w piaskownicy to dlaczego dzieci mają chcieć robić to, co nas tak zajmuje?
Od piątku po godz. 15 do ostatnich sekund czynnej galerii przewijają się tłumy.
I moim zdaniem jeśli oni wybierają się na zakupy to jest to jak najbardziej ok - potrzebuję czegoś, szukam i kupuję. Ale z moich obserwacji i tego, co słyszę wynika, że te spacery po galerii to próba spędzenia czasu z rodziną. Jaka jest wartość tych wspólnych chwil? Czy naprawdę takie wypady zbliżają do siebie, czy wręcz przeciwnie - powodują frustrację i nieporozumienia?
Piszę o tym wszystkim, żeby również i sobie uświadomić, że czas szybko przemija. Hasło wytarte do granic wytrzymałości, ale niedawno sobie uświadomiłam, że w tym roku kończę 25 lat. Jest to już "jakiś" wiek, ale robi to na mnie wrażenie dlatego, że czuję, że do tej pory spełniłam swoje marzenia i jestem z tego niesamowicie wdzięczna. Jestem szczęśliwa.
Ale co dalej? Żyję w systemie 8-8-8 czyli 8 godzin snu, 8 godzin pracy, 8 godzin na wszystko inne. Najbardziej interesuje mnie ostatnia ósemka. Kiedyś w wolnym czasie realizowałam swoje cele, dążyłam do realizacji marzeń, a teraz nie wiem czego chcę. Dlatego czuję, że czas przelatuje mi przez palce i zamiast obrać nowe cele to marnuję go na codzienne sprawy, zajmuję się tylko tym, co konieczne, nie potrafię dobrze odpoczywać. Dobry odpoczynek to dla mnie hobby. Czuję się jak bej kiedy mam ochotę na piwo i lenistwo, ale niestety czasami po prostu nie mam na nic więcej siły.
W najbliższym czasie chcę poważnie zastanowić się jak efektownie spędzać czas. Moje towarzystwo nigdy mi się nie nudziło, zawsze znajdowałam sobie różne zajęcia, ale chodzi mi o jakość tych zajęć. Gdzie w tym wszystkim minimalizm? W tym, żeby maksymalnie korzystać z tego, co się ma - czyli z czasu, a nie marnować go na byle rutynę i codzienność.
Mam w życiu za sobą kilka epizodów z pracą w sklepach, z czego ostatni obrzydził mi tą profesję skutecznie ponieważ miałam zmiany po 12 godzin. Ze zmęczenia po prostu wyłącza się myślenie...
OdpowiedzUsuń