sobota, 16 maja 2015

Imieniny z pompą

Pojutrze moje imieniny, zapragnęłam grona rodzinnego, więc stworzyły się wielkie plany. 9 osób w domu, w którym mieszkają 2, to nie przelewki. Zrodziła się lista zakupów, menu. Na dzisiaj na obiad grochówka, ale jutro, to dopiero będzie! Ciasto warstwowe z polewą czekoladową, babeczki albo tiramisu, sałatka jarzynowa, chleb domowy. Jak szaleć to szaleć! Na 14 do pracy, ale zdążę, nie ma co, chcę się pokazać z jak najlepszej strony. A że lubię pojeść to i ja skorzystam.

Listę zakupów zgubiłam z sklepie, jeszcze na stoisku warzywnym ją miałam (początek sklepu), tak za jakiś czas musiałam improwizować. Przypominam sobie czego i w jakiej ilości miało być. O, tanie ptasie mleczko, wezmę! Bo jak to, nic po za ciastem by nie było? Śmietanka do kawy, mój mąż do pracy zawsze bierze. Hmmm a co na kolację? Bagietka w dobrej cenie. Przy kasie rozwaliła się torebka z ogórkami kiszonymi. Panie kasjerki nie miały woreczków jednorazowych. Cóż, cieknie dalej. Frustracja nr 1.
Zamiast wydać jakieś 30-40 zł, wydałam 70 zł. Frustracja nr 2.
Podnoszę siatki, no podnieść podniosłam, ale zatrzymuję się co 20 metrów, żeby jakimś cudem ten ciężar tak sobie wyważyć, żeby mniej się rączki wbijały w dłonie. Do domu 700 metrów. Przystaję co kilkanaście kroków, bo po prostu nie daję rady. I jako chcąc wyglądać jak najlepiej wzięłam swoją najelegantszą, największą torebkę!

Halo, halo, czyje to jest święto? Dla kogo ja to robię? Czy żeby spełnić oczekiwania czy żeby miło spędzić czas?
Odpuszczam. Odstawiam na bok plany na chleb, ciasto warstwowe, babeczki. Będzie grochówka na obiad, kolacja: bagietka z czymś, co aktualnie jest w lodówce. Ciasto kupię, ewentualnie szybkie tiramisu. I sałatka, bo warzywa zostaną z gotowania wywaru na grochówkę. Dziękuję, że rozsądek wrócił, mimo że lekko późno. Zaraz do pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz